czwartek, 9 lipca 2015

1. Holland

     Rozpoczęcie nowego roku. Czas uważany za najgorszy przez połowę nastolatków. Osobiście uważa, że to jeden z lepszych dni w roku ... ale nie tym razem. Pięć dni temu pierwszy raz przekroczyłam próg szkolnych drzwi i dziś mam tego serdecznie dość. Masa ludzi czekająca tylko aż podwinie ci się noga, nauczyciele chcący wpoić nam za wszelką cenę tony materiału - to zbyt wiele jak na początek. Jest jednak jedna rzecz z której mogę się cieszyć. Są tu ze mną moi przyjaciele. Znamy się od pierwszej klasy liceum i nie wyobrażam sobie, że mogłabym teraz być tu sama.
Dziś sobota, chyba najlepszy dzień całego tygodnia. Chciałam wyjść gdziekolwiek, ale wszyscy moi współlokatorzy zniknęli. Tak. Crystal, Daniel, Tyler, Shelley i Dylan mieszkają ze mną, a dokładniej razem wynajmujemy mały domek, dwie przecznice od szkoły.
     Perspektywa samotnego spędzania dnia nie była zbyt kusząca więc postanowiłam iść na spacer. Jednak skończyło się tylko na postanowieniu. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, a już po chwili moim oczom ukazał się Daniel z torbami pełnymi zakupów.
- Lodówka jest pusta - westchnął
- Sharman - trąciłam go w ramię gdy wszystko odstawił - Co z tobą się ostatnio dzieje?
- Nic - odpowiedział wymijająco
- Wiesz, że nie odpuszczę
- Po zerwaniu z Crystal ... Jezu tęsknię za nią.
- Ale to chyba była wasza wspólna decyzja?
- To była decyzja Crystal. Powiedziała, że powinniśmy zacząć wszystko od nowa, oddzielnie. Ja nie chcąc wyjść na desperata zgodziłem się z nią.
- A teraz tego żałujesz - stwierdziłam
- Wiem, że nawet jeśli powiedziałbym co o tym myślę, skończyłaby nasz związek. Od początku byłem na straconej pozycji.
- Daniel ... - chciałam go jakoś wesprzeć
- Mną się nie przejmuj Holl - wymuszony uśmiech
Daniela znałam trochę dłużej niż resztę. Co prawda krócej niż Dylan'a ale to nadal dłużej niż resztę moich przyjaciół. Zawsze gdy widziałam Sharman'a przybitego za wszelką cenę chciałam mu pomóc. Nie mogłam patrzeć jak męczy się widząc Reed, która nawet nie przejmowała się jego uczuciami. Wszyscy byli dla mnie ważni i dlatego ciężko było mi pomóc każdemu z osobna. A ja właśnie takie zadanie przed sobą postawiłam: dbać i wspierać osoby bez których by mnie tu nie było.
- Jeśli chciałbyś jakiegoś towarzystwa, potrzebował rozmowy jestem dostępna do twojej dyspozycji przez całą dobę - uśmiechnęłam się ciepło
- Dzięki - odpowiedział i ruszył do swojego pokoju
Ja tym czasem zajęłam się wypakowywaniem zakupów zrobionych przez chłopaka. Bardzo zranionego chłopaka. Po dziesięciu minutach byłam już gotowa i zastanawiałam się, czy jest jakikolwiek sens robienia obiadu. Daniel siedział zamknięty u siebie, Shelley poszła na uczelnię po jakieś dodatkowe papiery, Tyler i Dylan włóczyli się po mieście a Crystal? Wiem, że chciała iść na randkę z nowo poznanym studentem.
- Wróciliśmy! - usłyszałam radosny okrzyk Posey'a dobiegający z korytarza
Zaśmiałam się i pokręciłam głową z niedowierzaniem. Ta dwójka zawsze z łatwością radziła sobie z rozśmieszeniem mnie, czasami nawet do łez.
- Hol skarbie powiedz, że masz coś dla nas - obok mnie pojawił się O'Brien
- Lodówka jest pełna. Masz rączki więc powodzenia - uśmiechnęłam się najładniej jak tylko potrafiłam
- Błagam - spojrzał na mnie odrywając wzrok od Tyler'a, który żywo gestykulował mu dalsze namawianie mnie
- Wiecie jak bardzo was nienawidzę? - mruknęłam podchodząc do lodówki, a następnie ją otwierając
- A my ciebie kochamy - każdy z nich pocałował mnie policzek, wywołując tym samym uśmiech na mojej twarzy - Pomożemy ci
- Chłopcy doceniam to, ale wy i kuchnia to połączenie gorsze niż benzyna i zapałki - powiedziałam zerkając na każdego z nich - Ale możecie pokroić warzywa ... o ile nie pokaleczycie się przy tym
- Ojej  nasz Rudzielec się o nas martwi - Dylan każdego dnia utwierdzał mnie w przekonaniu, że warto go zabić aby odzyskać wewnętrzny spokój
- Jeszcze słowo O'Brien, a zostaniecie tu sami - zagroziłam pokazując mu trzymany przeze mnie w dłoni nóż
- No przepraszamy no - odparli niewinnie
Pomogłam chłopakom zrobić obiad. Oczywiście ta czynność wraz z nimi była wykonywana ze szczególnym narażeniem życia. Byli wspaniałymi przyjaciółmi, ale kucharzami kiepskimi. Z nich dwojga jednak to Tyler miał lepsze zdolności kulinarne.
O'Brien zajął się nakrywaniem do stołu, a Posey pomógł mi uporać się z przygotowaną przez nas pieczenią.
- Smacznego - uśmiechnęłam się gdy nasza trójka siedziała już przy stole
- Daniel chodź tu - krzyknął jeden z nich, a po niecałej minucie była nas już czwórka
- Jutro idziemy do jakiegoś klubu - powiedział Dylan, skupiając swoją uwagę na jedzeniu
- Nie mam ochoty - westchnął Sharman
- Idziesz ze mną. I bez dyskusji - zwróciłam się do niego, a on tylko westchnął

1 komentarz: